Zdradzona w kryzysie

Powrót to dopiero początek trudnej drogi...

Moderator: Moderatorzy

Wisnia
Posty: 1
Rejestracja: 11 lip 2019, 15:04
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Zdradzona w kryzysie

Post autor: Wisnia » 13 lip 2019, 19:56

Witajcie. Na początku chciałabym zaznaczyć, że właśnie płaczę ze szczęścia, że Was znalazłam. Nawet nie chcę wspominać ile to już tekstów dla zdradzonych żon przeczytałam i ile "życzliwych" porad na różnorakich forach odnalazłam. A jednak wszystkie były dla mnie nieznaczące. Dlaczego? Bo nigdzie nie było poruszonej fundamentalnej sprawy jaką jest Bóg, sakrament małżeństwa i ogólnie wiara. Dlatego cieszę się, że w tym bólu, w którym tkwię mogę się z Wami podzielić moim trudem, a zarazem prosić o słowo, poradę, krytykę. Zaraz zapewne się zdziwicie, że mam wyrzuty sumienia skoro to ja zostałam zdradzona, ale zacznę od początku.

W moim małżeństwie kryzys zaczął się od sytuacji, w której mój mąż został bez pracy. Byliśmy już 11 lat po ślubie, a 13 lat razem. Ponieważ nie jestem typem materialistki, nigdy nie przeszkadzało mi, że na coś nie możemy sobie pozwolić przez brak dodatkowego dochodu. Wiedziałam, że sytuacja gdy jestem jedynym żywicielem rodziny jest przejściowa, dlatego przez to 7 miesięcy kiedy nie pracował starałam się, na każdym kroku dodawać mu otuchy i utwierdzać, że każda sytuacja czegoś nas uczy i, że Pan Bóg wie co robi. Niesamowicie się ucieszyłam gdy udało mu się znaleźć pracę, na dodatek taką, która spełniała wszystkie jego wymogi. Niestety, ale od początku nie rozumiałam dlaczego On nie potrafił się z tego cieszyć. Podejrzewałam nawet, że miał depresję przez to, że był "utrzymywany" przez żonę, ale śmiałam się, że przecież kiedy byłam jeszcze biedną studentką to on mnie wspomagał i pomagał, żebym to wykształcenie osiągnęła. Żartowałam wtedy, że spłaciłam dług. Niestety idąc do nowej pracy zaczął coraz bardziej się zamykać na mnie i na dzieci. I tu chyba popełniłam największy swój błąd, gdyż nie grzesząc cierpliwością, widząc jak dzieci cierpią z powodu braku kontaktu z tatą, zaczęłam mu wypominać, że jest lekko mówiąc- nienajlepszym ojcem.

Ponieważ nigdy nie byliśmy osobami zazdrosnymi, kontrolującymi się wzajemnie nie miałam nic przeciwko jego wyjściom z kolegami z pracy. Wręcz się cieszyłam, że po tylu miesiącach siedzenia w domu, może zmienić trochę otoczenie. Stwierdziłam, że z pewnością dobrze mu zrobi jak dam mu jeszcze więcej przestrzeni niż zwykle. Żeby mógł rozwinąć skrzydła w tej nowej, wymarzonej pracy. Powtarzałam nawet, że to Pan Bóg wynagrodził go za cierpliwość.

Niestety ta przestrzeń wyszła mi bokiem. Ponieważ mąż jest bardzo wrażliwym i pomocnym człowiekiem, wspominał na początku, że w tym samym czasie została również zatrudniona dziewczyna, która ciągle jest zamknięta, a nawet czasem płacze po pracy. Jak się okazało, mąż trochę za bardzo zaczął wczuwać się w rolę pocieszyciela.

Ja niestety naiwna, choć pewnie stąpająca po ziemi, długo nie widziałam pierwszych sygnałów, które powinny mnie zaalarmować. Ciągłe trzymanie telefonu w kieszeni, wypady z kolegami, znaleziony drugi telefon i można by tak wymieniać. Kiedy nasza dotychczasowa intymność słabła był to dla mnie sygnał, że jest źle. Zawsze razem cieszyliśmy się ze zbliżeń, były to wyjątkowe i wyczekiwane przez nas chwile, które nie straciły na sile przez tyle lat.

Kiedy zaczęłam dodawać dwa do dwóch, zaczęłam podejmować rozmowę, czy coś się dzieje czy jest ktoś inny. Odpowiedź była zawsze ta sama, że nie. Zaczęłam nawet podejrzewać, że mąż ma skłonności do mężczyzn i może dlatego się tak zmienił i wstydzi się o tym powiedzieć. W każdym razie sytuacja była już tak nie do zniesienia, że zaproponowałam terapię małżeńską, na którą mąż się nie zgodził.

Postawiłam wtedy sprawę jasno, że daję mu czas do wakacji, jeśli nic się nie zmieni odchodzę. Było to w ubiegłym roku. Obydwoje postanowiliśmy, że pojedziemy wspólnie z dziećmi na wakacje, na których będziemy się starać odbudować relacje zarówno swoje jak i z dziećmi. To były przyjemne dwa tygodnie, podczas których faktycznie fajnie spędzaliśmy czas. Cieszyłam się wtedy, że wziął sobie do serca moje słowa i znów staniemy się tą fajną, podziwianą przez wszystkich rodziną.

Po dwóch tygodniach skończył się mu urlop i musiał wracać, a ja z dziećmi pojechałam jeszcze na tydzień na wakacje do przyjaciółki. Nigdy nie miałam skłonności do przeglądania męża telefonu i teraz mogę sobie pluć tylko w brodę. Dostałam informację od koleżanki, że przesłała nam zdjęcia na mesengera, a ponieważ ja nic nie miałam u siebie weszłam na konto męża i wtedy przeczytałam intymną wiadomość, która mnie zmroziła. Pamiętam, że powiedziałam tamtego wieczora przyjaciółce, że źle się czuję i że idę spać, a tak naprawdę zamknęłam się w pokoju i całą noc zaczęłam grzebać w bilingach, historiach aktywności itp. To co odkryłam spowodowało, że nie mogłam się opanować i całą noc dosłownie trzęsłam się z ....... właściwie z tego, że wewnętrznie umierałam.
Nigdy w życiu bym nie przypuszczała, że jest mi w stanie zrobić coś tak strasznego.

Następnego dnia rano spakowałam siebie i dzieci i wróciłam do domu pod pretekstem telefonu z pracy, że mam pilną sprawę do załatwienia. Nie chciałam nic mówić przyjaciółce bo wiem, że nie puściłaby mnie w takim stanie samej. Mąż też nic nie widział. Kiedy weszłam do domu w rozpaczy sięgnęłam po Pismo Święte, a tam od razu z grubej rury fragment, że "pomimo wszystko trwać będziesz przy mężu swoim". Tego samego dnia pojechałam do niego pod pracę. Oczywiście nie byłam zaskoczona jak zobaczyłam, że wychodzą razem. On był zaskoczony, a ona odwróciła się w drugą stronę i zaczęła odchodzić czytaj uciekać. Ponieważ był jeszcze z nimi kolega, poszłam za nimi pod pretekstem poznania kolegów z pracy. Kiedy się z nią przywitałam i dłużej ścisnęłam jej rękę zrozumiała, że wiem. Widziałam strach w jej oczach. Ona sama jest żoną i matką więc wiedziała, że mogę ją zniszczyć.

Kiedy wsiedliśmy do samochodu nie wytrzymałam i zaczęłam domagać się wyjaśnień, oczywiście wersja była taka, że to tylko koleżanka. Od maja do sierpnia podobno tylko się kolegowali, rozmawiali. Powiedziałam, że dla mnie zdrada emocjonalna to też zdrada, więc stwierdził że faktycznie było to nie fair z jego strony. Nawet nie wiecie jak bardzo chciałam wtedy się z nim rozstać tak bardzo zraniona, ale cały czas dźwięczą mi przeczytane w Piśmie Świętym słowa. Mąż zaproponował terapię małżeńską, zaczęliśmy chodzić. Myślę, że była potrzebna, ale kolejne zranienie przyszło, kiedy to po zakończonej już terapii w grudniu dowiedziałam się, że nie była to zdrada tylko emocjonalna, ale też fizyczna. Znów wszystko otwarte, rana się jeszcze z większą siłą otworzyła. Dlaczego nie mógł wszystkiego "wyrzygać" przed terapią, żebyśmy wszystko na niej przerobili.

A teraz dlaczego mam wyrzuty sumienia.
Odkąd się dowiedziałam, zakończył całkowicie znajomość, Bóg dopomógł i kowalską zwolniono z pracy. Mąż zaczął się otwierać, rozmawiać, starać się. Jest teraz mężem prawie doskonałym. Zaczęliśmy nawet realizować moje marzenia i plany, które zawsze były spychane na dalszy plan. Twierdzi, że w tamtym okresie był jakby opętany i kiedy czuł, że jest na dnie i brzydził się tym co robi poprosił Boga, żeby pomógł mu wyjść z tego syfu, tego samego dnia ja przyjechałam pod pracę. Od tamtej pory, codziennie modlimy się na różańcu. Pomimo tego, że co tydzień chodziliśmy do kościoła to ja zawsze byłam kapłanką życia duchownego, a teraz to on przejął pałeczkę i w chwilach mojego kryzysu wkłada mi różaniec do ręki i modli się razem ze mną.

Ja wiem, że wiele kobiet pragnęłoby takiego obrotu sprawy, żeby mąż przeszedł taką przemianę. Wiem, że pewnie niejedna/niejeden powie, że powinnam doceniać to co się dzieje i że dzięki tej tragedii on jako mąż stał się jeszcze lepszy. Kocham go bardzo, to nie ulega wątpliwości, ale mój problem polega na tym, że minął prawie rok a ja nie potrafię się pozbierać.

Nie potrafię się z tym wszystkim pogodzić. Jestem urodziwą kobietą, która w bardzo młodym wieku osiągnęła duży sukces zawodowy. Oboje pedantyczni, dbaliśmy żeby każdy etap i każda sfera naszego życia była na swoim miejscu. Pracuję w typowo męskim gronie, a jednak nigdy nie przyszło mi na myśl, żeby zrobić coś takiego.

Bardzo często mam wrażenie, że pomimo ogromnej miłości do niego nigdy nie zaznam już przy nim szczęścia i spokoju. To tak jakbym się bała Pana Boga bo na samym początku nakazał mi, żebym przy nim trwała. No i są jeszcze dzieci, którym nie chcę zaburzać dzieciństwa. Zawsze miałam z tym problem, że siebie zawsze stawiałam na końcu i teraz jest tak samo. Tylko ja nie wiem czy ten mój paskudny charakter, który ciągle mi podpowiada, że na każdym kroku kowalska była gorsza, a jednak on to zrobił, pozwoli mi kiedykolwiek odpuścić.

Jestem raczej zamkniętą osobą, nikomu nie mówiłam o tym co się stało, oprócz terapeutki. Ale terapia skończyła się ponad pół roku temu, a ja nadal tkwię w bagnie. Każdy myśli, że niezmiennie jesteśmy szczęśliwym, cudownym małżeństwem. Nawet przyjaciółce nie mówiłam, bo w tamtym okresie zaszła w ciąże i wiem, że bardzo by to przeżyła. Mężowi też nie chcę póki co mówić w jakim dołku jestem. To śmieszne, ale jest mi go żal, bo widzę jak cierpi przez to co zrobił. Ostatnio jak wspomniałam, że emocjonalnie od niego się oddalam to przez tydzień nie mógł się pozbierać.

I to jest absurd tej sytuacji, że on skrzywdził mnie najbardziej jak tylko mógł, ale to ja teraz mam wyrzuty sumienia, że pomimo jego starań najchętniej rzuciłabym go w cholerę.

Wybaczcie, że tak się rozpisałam. Jeśli nie będzie Wam się chciało czytać moich wywodów zrozumiem. Samo to, że przelałam "na papier" moje myśli i uczucia, pomaga mi zrzucić część balastu.

Lawendowa
Posty: 1494
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:44
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Zdradzona w kryzysie

Post autor: Lawendowa » 13 lip 2019, 22:06

Witaj Wisnia na forum. Dobrze, że tutaj trafiłaś.
Rozgość się i czytaj inne wątki, przeglądaj się w historiach innych jak w lustrze. Zdziwisz się ile podobnych historii tutaj już było. Jesteście w lepszej sytuacji o tyle, że mąż szybko się opamiętał i co ważniejsze, że Bóg ma ważne miejsce w Waszym życiu.
Warto rozejrzeć się, gdzie będzie najbliżej, i wybrać na spotkanie któregoś z naszych ognisk: http://sychar.org/ogniska/ albo na Wakacje z Sycharem viewforum.php?f=73 ( są jeszcze miejsca na niektórych turnusach np. w Ślemieniu).
Teraz w trakcie wakacji nie we wszystkich Ogniskach są spotkania, więc warto to wcześniej sprawdzić.

Pisząc warto pamiętać o tym, że wbrew pozorom internet nie jest tak anonimowy, jak się wydaje.
"Ty tylko mnie poprowadź, Tobie powierzam mą drogę..."

Blondi
Posty: 46
Rejestracja: 02 paź 2018, 9:34
Płeć: Kobieta

Re: Zdradzona w kryzysie

Post autor: Blondi » 14 lip 2019, 10:17

Witaj Wiśnio twoja historia jest bardzo podobna do mojej. Mąż też mnie zdradzał z koleżanką z pracy. Wiem co czujesz. U mnie już minęły 2 lata od kiedy się dowiedziałam. Mogę Ci powiedzieć, że teraz jest lepiej. Czas leczy rany, w przypadku zdrady baaardzo powoli, ale leczy. Masz identyczne rozterki jak ja miałam przez dłuższy czas. Jestem osobą niezależną i w moim przypadku pieniądze nie były problemem. Wiedziałam, że sobie poradzę. Wiem, że mogłam ukarać męża odchodząc od niego, ale przy okazji skrzywdziłabym dzieci. Czasem naprawdę warto dać drugą szansę, szczególnie jeśli mąż się stara i chce być z Tobą. Czytając historie na forum można powiedzieć, że "szczęściary" z nas 😁 Ja już się staram nawet czasem z tego wszystkiego żartować. Mojemu mężowi nie jest do śmiechu. On niedawno mi powiedział, że nigdy sobie tego nie wybaczy, że nie umie sobie poradzić z tym co zrobił. Zdradzacze też cierpią, może nawet jeszcze bardziej, bo nawalili na całej linii. Daj sobie czas, módl się a zobaczysz, że będzie lepiej.

Justdb
Posty: 49
Rejestracja: 20 mar 2019, 7:13
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Zdradzona w kryzysie

Post autor: Justdb » 14 lip 2019, 17:23

Witaj Wiśnio. Wiem co czujesz. U mnie podobna historia. Mąż zdradził mnie z moją dobrą koleżanką. Ból nie do opisania. Wielka trauma. Posłuchaj Blondi ona mówi bardzo dobrze: "Czasem naprawdę warto dać drugą szansę, szczególnie jeśli mąż się stara i chce być z Tobą. Czytając historie na forum można powiedzieć, że "szczęściary" z nas 😁"
Mój mąż też się nawrócił. To prawda, że zdrada to wielki gwałt na sercu. Niektórzy się z tego nie podnoszą. Ale twój mąż podjął trud naprawy waszych relacji. Wyszedł z tego amoku. Przyjął prawidłową postawę. Bóg mu wybaczył. Wybacz i ty. ....odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom....Mi jeden ksiądz powiedział, że też nie mogę zagwarantowac, że nie zdradzę. Teraz w naszym życiu jest krajobraz powojenny. Trzeba czasu, cegiełka po cegiełce odbudować wzajemną miłość zaufanie, relacje. My mamy mężów obok siebie i możemy podjąć ten trud. A co mają powiedzieć forumowicze, których małżonkowie odeszli i dalej sieją zgorszenie?
Otaczam modlitwą

s zona
Posty: 3110
Rejestracja: 31 sty 2017, 16:36
Płeć: Kobieta

Re: Zdradzona w kryzysie

Post autor: s zona » 14 lip 2019, 18:07

Witaj Wisnio ,
dziewczyny maja racje , trzeba szukac " Zlota a nie blota "

Mnie kiedy korci , zeby wybuchnac , to lapie za rozaniec lub na szybko uderzam do sw Michala .

Wczoraj sluchalam - w pigulce..
Jak odbudowac zaufanie w zwiazku https://www.youtube.com/watch?v=vHKD6uMKIeY
A tutaj w Pachnidlach w 22 -25 min zwalilo mnie z nog ..
Pachnidła S04E03 O zdradzie https://www.youtube.com/watch?v=0Q-1onQAX6U

Wisnio , nie sadzisz , ze Twoj maz mogl sie poczuc niedowartosciowany i stad ta proba pmocy slabszej, zagubionej kobiecie ..a potem juz poszlo na zywiol ..

Wydaje mi sie , ze my najpierw za duzo bierzemy na siebie .. sprezamy sie ponad miare a potem jeszcze obrywamy za to , gdy maz idzie pocieszac inna kobiete, przy ktorej moze " wypiac piers" i tez sie sprezyc ..

Mnie chyba juz to przeszlo i teraz wole byc ta slabsza , zebym tez potrzebowala opieki .Nawet ,jesli nie ma takiej potrzeby .. moze to jest manipulacja .. Ale za ks Pawlukiewiczem wymyslam tez powody do pochwal meza .. teraz chce mu sie chciec , wiec jest ok ...

Westchne w modlitwie :)

Uczciwa zona
Posty: 53
Rejestracja: 26 sty 2019, 8:54
Płeć: Kobieta

Re: Zdradzona w kryzysie

Post autor: Uczciwa zona » 16 lip 2019, 15:20

Droga Wisienko, kiedy czytam Ciebie widzę siebie. Mój mąż też zdradzał mnie z koleżanką z pracy. Na początku mówił że to tylko przyjaciółka, a już wtedy te słowa bolały mnie. Gdy pytalam meza czy mnie zdradza zawsze odpowiadal ze nie. Gdy zaczelam natrafiac na kilka sladow co podwazalo jego wiarygodnosc postanowiłam zabrałam meza na rekolekcje i tam po jego spowiedzi "przycislam" go wtedy wyśpiewał resztę. Ten potworny ból miazdzacy do dzisiaj czuje. Choć minęły 2 lata radzę sobie z nim raz lepiej raz gorzej wszystko to jest uzależnione od postawy męża wobec mnie. Obecnie jestem na etapie szukania psychoterapeuty. Czasami jest mi bardzo ciężko, bo mój mąż nie stara się tak jak Twój. Mój mąż puścił wszystko w niepamięć co robił a moj ból po tym co mi zrobił nadal został. Mój mąż uważa że było minęło i powinnam żyć normalnie jakby nigdy nic się nie stało. A ja tego nie dam rady przeskoczyć tym bardziej gdy mój mąż jest dla mnie niedobry to wszystko się potęguje. Czas skruchy miał tylko chwilowy . Gdyby mój mąż zdał sobie sprawę z rangi swoich okrucieństw wobec mnie po takim czasie już napewno choć trochę odbilabym się od ziemi.
Wisienko, głowa do góry dobrze że Twój mąż widzi jak wielka krzywdę wyrządził Tobie, oby zawsze to widział i starał się o Ciebie a czas zmniejszy skalę Twojego bólu a może i zabierze. Musimy walczyć dla siebie i dzieci ( ja mam 2- je dzieci) i nigdy sie nie poddam.
Trzymaj się cieplutko i tulę Cię mocno.

Awatar użytkownika
Linna
Posty: 62
Rejestracja: 05 maja 2019, 20:16
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Zdradzona w kryzysie

Post autor: Linna » 16 lip 2019, 19:37

Wisnia,
oto kolejna towarzyszka niedoli wyciąga do Ciebie rękę na powitanie.
Moja historia jest bardzo podobna. Większość zdań w Twoim poście, mogłabym napisać ja.
Cóż mogę Ci poradzić...

Rok to juz sporo czasu i pewnie chciałabys już wiedziec na czym stoisz. Nie masz pojęcia jak Cię rozumiem!!!
Tez nalezę do grona "szczęśliwych", których mężowie zrozumieli swój błąd, wszystko naprawiają i (gdyby nie zdrada) byliby ideałami.
Masz prawo mieć wątpliwości, masz prawo do huśtawki nastrojów.
Jak ja sobie radzę z takimi myślami, jakie Tobie towarzyszą?
Zrobiłam sobie bilans strat i zysków dla opcji małżeństwo i dla opcji rozstanie. Każda opcja wiąże się z kompromisami, ograniczeniami itd. Jak to w zyciu ;)
Oczywiscie na takie "racjonalne" myslenie stać mnie było dopiero po wyjściu z etapu największego szoku. Wcześniej ból pozwalał tylko na pracę zawodową i podstawowe funkcje fizjologiczne.
Wybrałam opcję małżeństwo. I nie traktuje tego wyboru w kategoriach poświecenia, czy ustępstwa, tylko wyboru dla MOJEGO dobra.
Czy mi się uda w tym wytrwać? Mam wielka nadzieję, ale żadnej pewności. Jednak łatwiej mi się żyje, gdy mam już jakiś cel.

Przytulam!!!

PS.
Mój awatar to porcelana sklejona złotem. Bo blizna może być widoczna i szlachetna. Enter, enter, enter ;)

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość